Radzenie sobie ze złością i z agresją

posted in: Trudne zachowania | 0

Złość nie jest emocją negatywną, ale może znaleźć ujście w negatywnych zachowaniach. Warto pokazać dziecku, co jest akceptowalną formą wyrażania złości.

 

Przykładowo, można pokazać, że w napadzie złości wolno podrzeć kartkę ze specjalnie wydzielonych do tego celu gazet.
Można się umówić, że ze złości wolno tupać.
Wolno powiedzieć na głos, że jestem zły i na kogo/na co jestem zły.
W ustalonym miejscu wolno pokrzyczeć albo popłakać.

 

Z kolei w przypadku agresji trzeba kontratakować. Problemem naszego synka przez jakiś czas była frustracja. Gdy trafił do przedszkola, był jedynym niemówiącym dzieckiem w grupie. Był zresztą opóźniony w wielu sferach: nie potrafił rysować, wycinać, z powodu braku mowy (również biernej) nie był w stanie uczestniczyć w zorganizowanych zabawach. W tej sytuacji postanowił bronić się agresją.

 

Promyczek potrafił uderzyć albo ugryźć dziecko – z pozoru bez powodu, tak mówiły panie przedszkolanki. Raczej nie zgadzam się z takim opisem: syn na pewno miał jakiś powód, choć dla dorosłych i otoczenia mógł być on niezrozumiały. Jego agresja przejawiała się również w niszczeniu przedmiotów. Te niepokojące zachowania szybko i w zasadzie samoistnie ustąpiły. Miesiąc aklimatyzacji wystarczył, żeby syn zaczął poprawnie zachowywać się w grupie.

 

W czasie, gdy agresja u dziecka była problemem, zbierałam wskazówki, które mogą pomóc rodzicom małych diabełków.

 

Zasada numer 1

Agresję blokujemy, lecz nie robimy z niej wielkiej afery.
Ważne jest to, żeby dziecko nie odebrało następującego komunikatu: zrobiłem coś naprawdę mocnego i ważnego, wszyscy bardzo się mną przejęli. Taki odbiór nie ułatwia sprawy i prawie gwarantuje, że dziecko spróbuje jeszcze raz. Nawet jeśli później poniesie karę, przez jakiś czas będzie bohaterem – co prawda w roli czarnego charakteru.

Zasada numer 2

Najlepiej powstrzymać agresję w porę.
Chwycić za rękę chłopca, który chcę uderzyć. Przytrzymać dziewczynkę, która zamierza ugryźć. Przydatna jest krótka komenda: STOP.

Zasada numer 3

Dużo i spokojnie tłumaczymy. Bez dramatyzowania mówimy, że takie zachowanie jest złe. Że ugryzienie i kopnięcie boli. Że zepsutą zabawką już nikt nie będzie się bawił. Tłumaczyłam to wszystko mojemu synkowi, który wówczas nie mówił i nie wiedziałam nawet, na ile rozumie moje słowa. A jednak agresja szybko odeszła w przeszłość.

Zasada numer 4

Jeżeli nie uda się interweniować na czas, agresor musi ponieść karę. Najlepiej żeby była to jakaś praca, którą trzeba wykonać na rzecz innych (dziecko mające problemy z agresją posadzone gdzieś w kącie za karę tylko się nakręca).

 

I jeszcze na marginesie: nie każde uszczypnięcie czy ugryzienie jest agresją.

Dziecko może ugryźć, kopnąć, uszczypnąć z chęci eksperymentowania. Jeszcze przed okresem przedszkola Promyczek bawił się czasem w ten sposób, że chwytał nas lekko zębami za ramię. Bardzo się potem z tego śmiał. Nie było w tym złości: chodziło o wygłup, któremu początkowo niepotrzebnie nadaliśmy dużą rangę. Problem zniknął, gdy zaczęliśmy ignorować te zaczepki. Syn szybko zdał sobie sprawę, że zabawa dobiegła końca.

 

Jest jednak różnica między lekkim ugryzieniem dla zabawy, które można i warto zignorować, a ugryzieniem do bólu. To ostatnie jest agresją w czystej formie, na którą nie wolno się godzić.

 

Z moich obserwacji wynika, że także nie każdy akt zniszczenia jest przejawem agresji. Jeżeli dziecko przedrze kartkę książki albo pogniecie rysunek siostry nie musi być to przejawem złośliwości. Przedszkolaki, te młodsze, i dopiero kandydaci na przedszkolaków eksperymentują z przedmiotami. Równolegle eksperymentują z granicami naszej cierpliwości. Najlepszy sposób na małego odkrywcę to spokój: nie unosimy się, nie przypisujemy czynowi rangi przestępstwa. Tłumaczymy, rozmawiamy, wyjaśniamy. Najcenniejsze okazy (książki z biblioteki i przedmioty, które z różnych powodów cenimy) na czas próby najlepiej usunąć z zasięgu małych rączek.

 

A co z agresją będącą skutkiem prowokacji?

To także przerabialiśmy – jak zapewne wszyscy rodzice mający przynajmniej dwoje dzieci. Jedno z dzieci prowokuje, drugie – oddaje. No i kto jest bardziej winien? Gdy nasza córka poczuła się zagrożona w roli domowej prymuski, zaczęła zaczepiać brata. Zabierała mu rzeczy – którymi wcześniej się nie interesowała – stroiła miny. Potem biegła na skargę, że Promyczek pluje albo bije.

 

Rola rodzica jest trudna, bo zwykle o wszystkim dowiaduje się z relacji pokrzywdzonego. Wina wydaje się wówczas oczywista. Najlepiej uchwycić zachowanie dziecka już w chwili prowokacji – wówczas winne jest tak samo dziecko-autor zaczepki co dziecko-agresor.

 

Rada? I jedno i drugie zasługuje na nauczkę – każde na miarę swoich możliwości. Niech jedno zrobi 10 przysiadów, a drugie narysuje obrazek z użyciem czterech kolorów (poziom trudności i „nieprzyjemności” zadania najlepiej ustali rodzic). Takie konsekwencje przyniosą lepszy efekt niż złość i krzyki (bezsilnego) rodzica.