Trudna sztuka koncentracji

Najpierw będzie naukowo i na poważnie. W poradni Promyczka Mama dowiedziała się bowiem, że uwagę dzielimy na dowolną i mimowolną. Dowolna to taka, którą wzbudzamy w sobie, żeby coś zrobić.

 

Na przykład mama wzbudza właśnie w sobie uwagę dowolną, żeby napisać ten tekst – akurat ma wolną chwilę i to jest ta odpowiednia chwila na napisanie czegoś. Uwaga dowolna pomaga nam się uczyć, pracować, organizować sobie czas, powiedziałabym, że to uwaga „świadoma i chciana”.

Ale tuż obok pojawia się niepokorna uwaga mimowolna, która może pokrzyżować nam szyki. Uwaga mimowolna kieruje się w stronę, skąd dociera do nas coś interesującego. Mama zauważyła, że wyszło słońce i pomyślała, że mogłaby wypielić swój klomb: bo Mama jest właścicielką klombu, który dopiero co wyszedł spod wiecznej zmarzliny. Przy okazji – może nawet równocześnie z myślą o klombie – mamę olśniło, że powinna umówić się do fryzjera, bo włosy jakoś tak dziwnie spadają jej na twarz, jakby chciały zemścić się za Bóg wie co. I jeszcze fotel Mamy nie jest superwygodny, Mama się wierci i zastanawia się, czy nie lepiej byłoby przenieść się z laptopem w wygodniejsze rejony. Krótko mówiąc, chociaż Mama bardzo chce coś napisać, a czas, gdy może to zrobić, nie potrwa wiecznie, to jednak szereg innych spraw przyciąga jej uwagę – rozprasza ją i odciąga od głównego zadania.

Uwaga mimowolna sama w sobie nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie: całe szczęście, że reagujemy na szereg bodźców docierających do nas ze wszystkich stron, to dzięki nim możemy ustrzec się przed niebezpieczeństwem – odskoczymy na bok przed nadjeżdżającym rowerzystą, zaalarmuje nas hałas, dziwny zapach, krzyk o pomoc – zareagujemy zupełnie instynktownie i najczęściej prawidłowo. Rzecz w tym, że uwagę mimowolną trzeba umieć utrzymywać w ryzach. Dlatego odsuwamy na bok myśl o klombie, włosach, fotelach i tym podobnych sprawach. Po to, żeby wrócić do Promyczka.

Promyczek dowiedział się niedawno, co to jest koncentracja i zgodnie ze swą pogodną naturą koncentrację polubił. Zabawa w koncentrację należy do ulubionych ćwiczeń, wygląda to mniej więcej tak:

Promyczek siedzi przy biurku i ma do wykonania zadanie. Na przykład musi rysować szlaczki po śladzie albo coś koloruje, albo łączy punkty – co tam Mama wymyśli (żeby zadanie wykonać, musi zmobilizować uwagę dowolną). Przy zabawie w koncentrację zadanie nie powinno być za trudne (bo cel ćwiczenia jest inny), ani zbyt frapujące (bo wtedy koncentracja pojawia się spontanicznie, i w dokończeniu zadania nie ma wielkiej zasługi). Zakładamy więc, że Promyczek ma narysować jakiś szlaczek i może w innych okolicznościach spróbowałby się zbuntować, bo rysowanie szlaczków jest nudne, gdyby nie to, że mamy właśnie pobawić się koncentrację. Promyczek bierze do ręki ołówek, zaczyna pracować, ale na twarzy ma taki uśmieszek, który mówi wszystko. I jeśli Mama szybko nie przystąpi do dzieła, ponagla ją: „No, przeszkadzaj!”.

Bo może się zdarzyć, że Mama właśnie się zamyśliła – z koncentracją u Mamy też rozmaicie bywa – i dlatego teraz to Promyczek przypomina zasady gry. A zasady są takie: gdy Promyczek rysuje, Mama powinna postarać się odwrócić jego uwagę od zadania (oddziałując na uwagę mimowolną). Sposobów jest mnóstwo i z moich obserwacji wynika, że rozpraszają w różnym stopniu. Nasz pierwszy etap przeszkadzania to dźwięki – ale nie mowa. Można zastukać palcem w blat. Zaklaskać. Zabębnić palcami. Zagwizdać. Dostarczamy bodźców, które działają na uwagę mimowolną, z założeniem, że dziecko je zarejestruje, lecz z ich powodu nie wypadnie z rytmu.

Pukanie w blat to dla Promyczka bułka z masłem. Można więc zwiększyć poziom trudności: Mama wstaje i zaczyna robić pajacyki. Albo podchodzi do okna, czymś zainteresowana. Chodzi po pokoju, otwiera drzwi. To już naprawdę ciężka próba: za oknem może przecież dziać się coś ciekawego, otwarte drzwi to również szereg nowych możliwości, w dodatku ucieczka na wolność, a robiąca pajacyki Mama przechodzi ludzkie pojęcie. W pierwszym odruchu Promyczek chciałby się włączyć w nową zabawę, ale pamięta, że właśnie się koncentrujemy. Dlatego grozi mi palcem i mówi „No, no, no!”, i bardzo się przy tym śmieje. Śmieje się czasem tak, że może jednak odrobinę się zdekoncentrował, ale co zrobić skoro koncentracja jest taka śmieszna.

Zdecydowanie najwięcej problemów stwarza rozpraszanie słowami. Wyjątkową siłę ma imię: wypowiedziane sprawia, że głowa Promyczka automatycznie odwraca się w moją stronę. Silne są także słowa w rodzaju: „spójrz”, „tam”, „popatrz”, które można dodatkowo wzmocnić gestem. Ale Promyczek został uprzedzony, dlatego długo się śmieje. Tak długo, że chyba jednak się rozproszył. Liczy się jednak to, że po chwili dalej coś gryzmoli. Można uciec się nawet do absolutnego okrucieństwa. Powiedzieć na przykład: „Zobacz jaki piękny samolot leci za oknem!”. Promyczek znowu się śmieje: śmieszna jest Mama.

Bawiąc się w koncentrację, jak my, pamiętamy, że nie interesuje nas aż tak bardzo, czy narysowany szlaczek ładnie wyszedł. To dlatego zadanie nie powinno być za trudne, bo samo w sobie nie jest celem.

To, że zabawa w przeszkadzanie jest fajna, nie zmienia faktu, że mobilizowanie uwagi dowolnej nie jest mocną stroną Promyczka i widać to przy wielu okazjach. Oto znajomy obrazek: Promyczek ma pokolorować kwadraty na czerwono, a trójkąty na zielono, siada przy biurku, i wtedy wszystko wokół sprzysięga się przeciwko Promyczkowi i jego zadaniu: kredki spadają na podłogę. Do tego spadają w tak feralny sposób, że turlają się pod łóżko albo dosłownie znikają i odnalezienie ich zajmuje sporo czasu. Sporo czasu zajmuje też skorzystanie z łazienki, co okazuje się absolutnie niezbędne między kolorowaniem kół i trójkątów. W łazience można zaginąć na dobre albo zamoczyć sobie rękawy podczas mycia rąk, co kończy się powolnym przebieraniem. Wszystko wypada z szafy, a Mama czuje, że jednak jej cierpliwość ma granice. Gdy z powrotem przy biurku kredki znowu spadają albo Promyczek ma jakiś nowy szalony pomysł (bo właśnie strasznie zachciało mu się pić), Mama daje wyraz swej irytacji i wtedy Promyczek aktorsko zalewa się łzami. Łzy to fajna sprawa, bo wiążą się z wyprawą do łazienki i czyszczeniem nosa.

Promyczkowa pani terapeutka zaleciła, żeby praktykować w domu następującą sztuczkę: Promyczek na początku każdego zadania powinien wybrać tylko to, co będzie mu potrzebne. Przykładowo, do kolorowania kwadratów i kół potrzebujemy zieloną i czerwoną kredkę, Promyczek kładzie je obok kartki, a resztę odkłada na bok – to oznacza, że unikniemy późniejszego grzebania w piórniku i lawiny kredek spadających na podłogę. Metoda chyba nam pomaga. Promyczek jest zadowolony, że zachowuje część kontroli nad swoją pracą: bo do rysowania wybierze te konkretne kredki („ta zielona, a nie ta obok”, przekonuje mnie, chociaż obie są moim zdaniem zielone w taki sam sposób).
Na koniec jeszcze książeczka, którą przerobiliśmy:

I post scriptum:
Koncentracja to nie tylko wykonana ze skupieniem praca przy biurku, ale też każda dokończona czynność. Zjedzony w całości posiłek, odwieszona do szafy kurtka, posprzątany po zabawie pokój. Uważność i doprowadzanie zadań do końca to przydatny nawyk, uważa Mama Promyczka zadowolona, że udało jej się dobrnąć do ostatniego zdania.